odwrócił się i ruszył do swojego samochodu. Milla patrzyła, jak

drzwi, prowadzących do jej sypialni. Wszyscy inni
RS
choć najwyraźniej znali ją i to bardzo dobrze.
już w Londynie odczytał wystarczająco dużo ostrzegawczych znaków i
gruncie, zapominał o wojnie, przestawał czuć mdłą woń krwi ciągnącą od
Kelsey poznała młodą, latynoską striptizerkę,
- Może pod ich postacią ukrywają się kosmici
- Sama zobacz. - Jeremy przechylił głowę na bok, by pokazać szyję,
- Mam już kilka szkiców, ale jakoś powoli się to posuwa,
miski do chipsów i sosów, żebyście mogli szybko
dobre jedzenie, drogie wino. Przysięgam, Dane,
- Ta kobieta kazała nam czekać tutaj - przypomniał Jeremy.
- To nie był żaden związek - oświadczył, odrywając
- Dwie sprawy, Kels. Cindy jest w szpitalu.

- ...A tak mogło być gorzej. Jeśli uciskasz tętnicę zbyt długo,

wiem, dałem ci nawet torebkę. Tak, zostawiła ją,
Larry spojrzał na Nate'a.
- Kto tym razem oszalał? To moje mieszkanie

Znów musiała się trochę odsunąć od wodorostów.

174
- Nie możesz. Pomyśl o dziewczynkach. - Chwyciła broń, ale ją wyrwał. Syknęła, bo złamał się jej sztuczny paznokieć. - Mamusiu? - Nagle w korytarzu pojawiła się Linnie. Derrick zamarł. - Co... Tatusiu... Nie... - Kochanie, wszystko w porządku - uspokoiła dziecko Felicity, a Derrick zobaczył, że zjawiła się też starsza córka, łudząco podobna do jego zmarłej siostry. - O, mój Boże, co tu się dzieje? - Angela przyglądała się strzelbie. - Nic. Tatuś się trochę zdenerwował. - Felicity westchnęła i przygładziła sobie włosy. - Przestań, Derrick, przestraszyłeś dziewczynki. Odłóż broń i... - Znowu cię bił. - Na twarzy Angeli widać było pogardę. - Jesteś odrażający - powiedziała do ojca. Jej słowa były echem słów, które powiedział sam do siebie po tym, jak pierwszy raz był ze swoją siostrą, przy strumyku. Wtedy tak bardzo chciał poczuć jak obejmuje go swoim ciepłem, że nie zauważył postaci ukrytej w wierzbach. Cassidy? Willie? Nie przejął się tym. Chciał jedynie zatracić się w pociągającym wilgotnym cieple Angie. Był pod wrażeniem jej bujnych piersi, szczupłej talii, trójkątnej kępki ciemnych kręconych włosów na zwieńczeniu wspaniałych nóg. Kiedy w nią wszedł, jej niebieskie oczy szeroko otwarły się w ekstazie i przerażeniu z powodu tego, co robili. Brutalnie odebrał jej dziewictwo, a ona oddała mu je tak słodko. Jeszcze teraz podniecał się na wspomnienie tego, jak razem przekroczyli tę granicę. Tłumaczył sobie, że to się więcej nie powtórzy, że to tylko ten jeden jedyny raz, że wódka, którą zabrał z barku ojca, zamieszała mu w głowie, że był skołowany, dlatego, że widział swoją zmarłą matkę, a Angie była do niej tak podobna, tak nieziemsko pociągająca. Ale nie był w stanie trzymać się od niej z daleka, a ona tego pragnęła... Cholera, błagała o to, przytulała się do niego, scałowywała łzy z jego twarzy, kochała go jak nigdy żadna kobieta... Pociągnął nosem i uświadomił sobie, że płacze. Ciężkie łzy wstydu spływały mu po policzkach. W końcu Angie zrobiła z niego idiotę, flirtując z każdym chłopakiem, próbując za wszelką cenę uwieść Briga McKenziego. Mówiła mu to wprost wiele razy. Zmęczyła się Derrickiem i szukała kogoś nowego. Pojawił się problem z dzieckiem... Jak tylko znalazłaby kogoś, kto dałby jej nazwisko, odeszłaby z nim. Zostawiłaby Derricka. A on ją kochał całym sercem. Nie mógł pozwolić jej odejść... Nie mógł. Należała do niego. - Nie - błaganie Felicity sprowadziło go brutalnie na ziemię. Na jej twarzy w miejscu, którym uderzyła o ścianę już pojawiły się siniaki. - Derrick, wszystkim się zajęłam. - Podniosła dłoń i spojrzała na córki. - Nie. Nie usłyszał nic więcej. Zacisnął palce na strzelbie. Wyszedł z domu, trzaskając drzwiami. Myślał o Brigu i o tym, jak szybko Angie zainteresowała się tym chłopakiem, jak z nim flirtowała, wdzięczyła się przed nim, mając nadzieję, że uwiedzie tego drania. Myślała, że w nim znajdzie ucieczkę od zaborczego brata. Wrzucił broń na tylne siedzenie samochodu. Felicity wybiegła z domu, wrzeszcząc na niego, chwytając za klamkę u drzwiczek. - Nie rób tego, Derrick. Proszę. Nie musisz nic robić. Nie będzie ci już więcej zawracał głowy. Nikt nie będzie... Przekręcił klucz w stacyjce, włączył wsteczny bieg i nacisnął pedał gazu. Felicity trzymała się ciężarówki, a on wlókł ją po asfalcie. - Derrick! - krzyczała. Zmienił bieg, opony zapiszczały, wrzucił jedynkę i przejechał tak blisko koło niej, że odskoczyła. Twarz miała śmiertelnie bladą, a w oczach przerażenie. Ale on nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi. Nic go nie obchodziła. Teraz chciał tylko dorwać McKenziego. Mrucząc ponuro, myślał o poważnym, nieodwracalnym zniszczeniu, jakiego miał zamiar dokonać. Wziął paczkę papierosów i wytrząsnął jednego. Poszukał zapalniczki i włączył radio. ... a teraz, w hołdzie dla niezapomnianego Elvisa, jeden z jego największych przebojów... - zapowiedział spiker, a wkrótce potem z głośników rozległy się pierwsze dźwięki Love me tender. Derrick pomyślał, że nawet pasuje to do sytuacji. Zapalniczka kliknęła. Zaciągnął się mocno dymem marlboro. Elvis śpiewał tę samą piosenkę, przy której jego matka oddała ostatnie tchnienie. Lufa strzelby błyszczała w odbiciu zielonego światła deski rozdzielczej. Derrick palił papierosa i myślał o nocy, która go czeka. Da nauczkę temu śmieciowi i w ten sam sposób załatwi sprawę z Lorną. Jeżeli będzie miał trochę szczęścia, dopadnie jeszcze przyrodniego brata, półgłówka, i nieźle go nastraszy. Zachichotał nerwowo. W oczach stanęły mu łzy. Czas, żeby wszyscy się dowiedzieli, że Derrickowi Buchananowi nikt nie podskoczy. Wyglądała strasznie. Miała we włosach liście, a na spódnicy piach. Jakby kilka tygodni włóczyła się po lesie. - Pani pozwoli, że to wyjaśnimy - powiedział T. John. Sunny siedziała w jego gabinecie, trzymając w rękach kubek ziołowej herbaty. Czekała na obiad, który zamówił dla niej zastępca szeryfa. - Rozpaliła pani ognisko, żeby się ze mną skontaktować. Pozostałe, które zgasiliśmy w lesie, rozpaliła pani również z tego powodu? - Tak. - Pociągnęła łyk herbaty. Wyglądała tak, jakby zaraz miała zemdleć. - Następnym razem proszę skorzystać z telefonu. Łącza telefoniczne są o wiele bezpieczniejsze niż ogniska w lesie.
drzwi. Musiał czekać tuż obok, bo kiedy tylko Milla zabrała się do

- Mądra zasada - zgodził się Jorge. - Nie powinnaś

True, poza tym jej misja nie została zakończona. - Ona jest następnym
dziecko. Mężczyzna stojący z lewej strony był szybszy: chwycił
ciebie samej, z tej Milli, którą wszyscy kochamy! Córeczko, nie masz